piątek, 6 stycznia 2017

2016 podsumowanie !

Heej :)

Po bardzo długiej nieobecności wreszcie udało mi się zebrać i napisać coś na  blogu. Organizacja czasu w ostatnich 5 miesiącach nie była moją mocną stroną, a zabranie się za pisanie na blogu znajdowało się gdzieś na samym końcu mojej listy rzeczy do zrobienia i po prostu nie starczało mi na to czasu.
Ostatnie dni minionego roku spędziłam w górach, gdzie udało mi się przeanalizować ubiegły rok, pomyśleć nad kolejnym no i co najważniejsze odpocząć i nabrać pozytywnej energii. :)
Dlatego w nowy rok mogę wejść z głowa pełną nowych pomysłów. Zanim jednak dojdzie do ponownego wypisywania celów i planów to postaram się podsumować ubiegły rok. Wiem, że to trochę późno na takiego posta, ale lepiej późno niż wcale.







Szczerze mówiąc mam wrażenie, że ubiegły rok nie należał do udanych. Miałam mnóstwo celów, które naprawdę starałam się realizować. Wszystkie zostały opisane w poście 2016. Na niektóre z nich naprawdę ciężko pracowałam, niestety mimo to nie udało mi się. Pierwszym i najważniejszym było bardzo dobre napisanie matury. Mimo zrobieniu stosów arkuszy i zbiorów zadań maturki nie napisałam tak, żeby dostać się na medycynę wojskową. W momencie otrzymania wyników świat mi się zawalił i zupełnie nie wiedziałam, co mam dalej robić z moim życiem.
Po długich namysłach zdecydowałam się zacząć studia na kierunku ratownictwo medyczne i jednocześnie poprawiać maturę. Rozpoczęcie studiów wiązało się z przeprowadzką do Krakowa i rozpoczęciem życia z dala od rodzinki. Nie żałuję podjętej decyzji, bo mój kierunek okazał się strzałem w dziesiątkę. Chyba nie mogłam wybrać ciekawszego kierunku, ale o tym planuję napisać osobny post. Przez ostatnie pół roku nauczyłam się odpowiedzialności oraz samodzielności. Już nie ma obok mnie Mamusi, która za mnie zrobi pranie, ugotuje obiadek, zrobi zakupy.

W ubiegłym miesiącu wreszcie odważyłam się zostać potencjalnym dawcą szpiku . Długo zastanawiałam się nad zgłoszeniem, ponieważ chciałam dobrze przemyśleć tą decyzję. Okazało się, że taka akcja będzie organizowana w moim akademiku. Stwierdziłam, że to znak i że to ten moment w którym powinnam się zgłosić.

W tym roku zaliczyłam też najdłuższe wakacje w moim życiu. I myślę, że ich nie zmarnowałam. Zaraz po maturze poszłam do pierwszej w moim życiu pracy i zobaczyłam jak ciężko trzeba się napracować, żeby pojechać na wymarzone wakacje za własne pieniądze.
Po skończeniu pracy przez praktycznie dwa miesiące byłam poza domem. Oprócz wyjazdu do Włoch, jeździłam głównie po Polsce. Odwiedziłam Warszawę, Toruń, Trójmiasto, Katowice, a także wybrałam się w Pieniny, gdzie pierwszy raz od lat wspinałam się po górach, co okazało się być bardzo satysfakcjonujące. Chodzenie po górach  o wiele bardziej podobało mi się na wyjeździe sylwestrowym niż w okresie letnim. Góry zimą są niesamowite i mimo, że wchodzenie pod górę w śniegu po kolanach jest o wiele bardziej męczące dawało mi niesamowicie wiele radości. Podczas wyjazdów zorganizowanych poznałam wielu wspaniałych i inspirujących ludzi, od których mogłam się dużo nauczyć. Mimo całej masy porażek odniesionych w tym roku to chyba jednak był całkiem udany. W końcu co nas nie zabiję to nas wzmocni. :)






poniedziałek, 5 września 2016

Odczucia po detoksie, Męskie Granie i słoneczna Italia

Siemka. :)

Planowałam regularne blogowanie w sierpniu, ale działo się tak dużo, że zupełnie o tym zapomniałam i mimo tego, że dla niektórych wakacje się skończyły to ja mam jeszcze calutki miesiąc i zamierzam go wykorzystać. Cały sierpień żyłam na walizkach, praktycznie nie byłam w domku i mimo, ze czasem marzyłam żeby zakopać się w moim łóżeczku i nie wychodzić to takie ciągłe zmienianie otoczenia bardzo mi się podobało. Uwielbiam jak tyle się dzieję, wtedy naprawdę czuję, ze mam jeszcze całe mnóstwo pięknych miejsc do zobaczenia i tysiące marzeń do spełnienia,że mogę zrobić wszystko, co tylko sobie zaplanuje.





DETOKS

W ostatnim poście pisałam, że w sierpniu zdecydowałam się na 10-dniowy detoks, dlatego zanim przejdę do opisania innych  ciekawszych wydarzeń chciałam napisać parę słów o moich odczuciach po detoksie.
O detoksie miał powstać cały post, ale  nie mam aż  tylu spostrzeżeń. Zdecydowałam się przeprowadzić detoks z książki J.J.Smith- Zielona dieta koktajlowa . Zawsze podchodziłam nieufnie do takich diet , ale skoro i tak miałam luźne 10 dni postanowiłam spróbować. Wiedziałam, że nie mam nic do stracenia, a przeprowadzając detoks mogę wiele zyskać. Pierwsze dwa dni detoksu były tragedią. Przed detoksem piłam kawę dwa razy dziennie i pożerałam tonę niekoniecznie zdrowego  jedzenia, a tu nagle przyszło mi żyć na samych koktajlach, warzywkach i owockach. Było mi strasznie niedobrze, byłam senna i miałam ochotę rzucić się na jedzenie. Zastanawiałam się nad sensem tego wszystkiego, jednak postanowiłam dać detoksowi jeszcze kilka dni. Od trzeciego dnia zauważyłam znaczną poprawę. Zaczęłam czuć się naprawdę dobrze. Po skończeniu detoksu moja waga była mniejsza o cały 1 kilogram. :P Ale cóż, pozbywanie się zbędnych kilogramów nie jest moją mocną stroną. Jakoś tydzień po detoksie zauważyłam znaczna poprawę mojej cery. Z twarzy całej pokrytej trądzikiem  zostało mi zaledwie parę chrostek. Podsumowujac, mimo tego, że nie udało mi się utracić zbędnych kilogramow jestem zadowolona i myślę, że warto zrobić sobie taki detoks raz lub dwa razy w roku.


MĘSKIE GRANIE

Zaraz po powrocie od babcii zaczęłam pakowanie do Włoch. Jeszcze przed samym wyjazdem miałam znaleźć się na jednym z koncertów Męskie Granie, który odbywał się w Krakowie. Od wielu lat chciałam jechać na takie wydarzenie, jednak zawsze czegoś mi brakowało. Na początku byłam za młoda, potem brakowało mi pieniędzy na taki wyjazd no i towarzyszy. W tym roku znalazły się ku temu sprzyjające warunki i wraz z kilkoma znajomymi postanowiliśmy jechać na Męskie Granie. Mieliśmy wielki problem z dotarciem na stadion, gdzie odbywał się koncert. Krążyliśmy po parku szukając wejścia na imprezę, a z oddali dochodziły już piosenki pierwszego koncertu Domowych Melodii. Przyszliśmy mniej więcej w połowie występu. Domowe melodie to zespół na którego koncertach bywają moja mama i siostra, dlatego także chciałam wybrać się na koncert i zobaczyć czy faktycznie jest jak mówią. Miały rację koncert był bardzo dobry.  Dawno nie widziałam ludzi tak bawiących się muzyką jak członkowie tego zespołu.

 
 
 
 
 Następnie na scenie pojawiały się takie zespoły jak L.U.C i Jan Feat.REBEL BABEL ENSEMBLE,  Rebeka, Włodi, HV/NOON, DJ KRIME i DJ Eprom oraz Brodka. Impreza rozkręcała się z koncertu na koncert. W końcu nadszedł czas na koncert dla którego zdecydowałam się wybrać na Męskie Granie. Na scenie pojawił się Organek. <3 Formacja ta zdecydowanie trafia w moje klimaty muzyczne, a płytę Organek zapętlam od początku wakacji do dnia dzisiejszego. :)  Nie zawiodłam się, koncert był genialny a sam Tomek jest świetnym artystą ( i do tego jaki przystojny :P ), po koncercie jeszcze bardziej zakochałam się w formacji Organek.
 
 
 
Potem był jeszcze koncert OSTR i mimo, że nie jestem fanką tego typu muzyki to bardzo dobrze się bawiłam. Na sam koniec wystąpiła Orkiestra Męskie Granie. Po raz kolejny miałam okazje widzieć na żywo Dawida Podsiadło, który także znajduje się na liście moich ulubionych polskich wokalistów. Ten koncert przebił  wszystko inne, bardzo chciałabym napisać coś więcej, ale nie jestem w stanie opisać emocji jakie towarzyszyły mi podczas koncertu Orkiestry.  Trzeba po prostu wybrać się na Męskie Granie i samemu przekonać się o zajebistości tego wydarzenia. Mogę jeszcze powiedzieć, że skacząc na koncertach spaliłam ilość kalorii większą niż na jakimkolwiek treningu , a głosu nie mogłam odzyskać przez cały tydzień.  Zdecydowanie nie żałuję stówki, która wydałam na ten koncert, bo zabawa i wspomnienia, które mam z tym wydarzeniem sa bezcenne.
 
„I mocniej znów chce się żyć!”.
 
 

WŁOCHY

Zaraz po zakończeniu koncertu wsiadłam do autobusu i ruszyłam do Gliwic, gdzie miałam wsiąść do samochodu i wyruszyć wraz z rodzinką do Włoch. Jestem już takim staruchem, a wciąż jeszcze jeżdżę na wakacje z rodzicami. Od lat jeździmy na kempingi, a to miejsce, gdzie każdy niezależnie od wieku znajdzie cos dla siebie. Wyjazd do Włoch co roku bardziej przypomina obóz sportowy niż wypoczynek. Chociaż ja i tak preferuję aktywną formę spędzania wolnego czasu.
 Każdy dzień zaczyna się od biegania po plaży i mimo, ze w moim mieście bieganie nie sprawia mi szczególnej radości to we Włoszech po prostu to uwielbiam.
 

 
Codziennie po południu uczestniczyłam w organizowanych turniejach siatkówki. Uczestnictwo w tego typu imprezach to świetna okazja, żeby poznać ludzi z innych państw oraz podszlifować angielski. Na wyjeździe grałam w siatkówkę pierwszy raz od 5 miesięcy. Kończąc rozgrywki w Licealiadzie zakończyłam moją licealną przygodę z siatkówką. Od tego czasu zdążyło upłynąć 5 miesięcy, a ja ani razu nie miałam piłki w rękach. Nawet nie zdawałam sobie sporawy jak bardzo za tym tęsknie i jak bardzo w życiu tego potrzebuję. Musze wykombinować na studiach jakąś seskcję w której będę mogła pograc w siatkę, bo to kocham i nie chciałabym rezygnować z pasji, która towarzyszy mi od czasów podstawówki. Na turniejach siatki bywałam codziennie.
W tym roku nie było czasu na jakieś szczególne zwiedzanie. Odwiedziliśmy tylko znajdujące się blisko naszego kempingu Caorle. Miasteczko mimo tego, że małe i niezbyt popularne urzekło mnie. Takie typowie śródziemnomorskie miasteczko, tylko, że bez tłumów ludzi. Nie musiałam potykać się o innych i przeciskać przez tłumy turystów. Wyjazd do Włoch przypomniał mi jak bardzo lubię sport i jak zajebiście czuję się, gdy prowadzę aktywny tryb życia.



 
 
 
 
 
 Zaraz po powrocie z Włoch przepakowałam walizkę i ruszyłam do Torunia, a zaraz potem do Warszawy, ale te wycieczki opisze w kolejnym poście, bo ten jest już zdecydowanie za długi.
Pozdrowionka :)
 

sobota, 6 sierpnia 2016

Praca, plany na przyszłośc i detoks

Ani się obejrzałam, a od poprzedniego wpisu minęły już prawie dwa miesiące. Czas leci zdecydowanie za szybko. Jestem w połowie moich najdłuższych w życiu wakacji, a nie zrobiłam jeszcze praktycznie nic, co sobie zaplanowałam.




Ostatnie dwa miesiące spędziłam głównie w pracy. To moja pierwsza praca w życiu. Cieszę się, że zamiast leże cały dzień na kanapie udało mi się ruszyć tyłek  i popracować chociaż te dwa miesiące. Doszłam także do wniosku, że praca to miejsce gdzie za kilka lat zacznę spędzać znaczną część mojego życia, dlatego tak ważne jest, żeby lubić to, co się robi.  Moja tymczasowa praca w restauracji była bardzo okej, ale nie chciałabym spędzić w niej reszty życia.
Znaczną część mojego czasu pochłonęło mi także załatwianie tych wszystkich dokumentów związanych ze studiami. Tak jak myślałam nie udało mi się dostać na medycynę wojskową do Łodzi. Musiałam wymyślić jakiś plan B na przyszły rok. Podoba mi się naprawdę bardzo wiele kierunków studiów, ale nie podoba mi się to co mogę po nich robić, dlatego prawdopodobnie zdecyduję się podejść jeszcze raz do matury z biologii i chemii. Wiem, że na pewno nie dam rady spędzić całego roku w domu ucząc się do matury. Takie życie nie jest dla mnie. Nie chciałabym siedzieć całe dnie w domu i myśleć jak wiele rzeczy mnie omija. Pójście do pracy, albo wyjechanie za granicę brzmi lepiej, ale nie chciałabym na ten rok rezygnować z nauki. Już powoli mam ochotę na naukę zupełnie nowych rzeczy, dlatego w moim przypadku najlepszym wyjściem będzie pójście na inne studia.
W ostatnich miesiącach udało mi się także parę razy odwiedzić Kraków jak i Wrocław. Lubię Wrocław, ale to miasto nie jest dla mnie. Zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu Kraków, dlatego zdecydowałam, że najbliższy rok spędzę właśnie w Krakowie. Kierunek studiów jaki wybrałam to ratownictwo medyczne. Kiedy byłam tam zawieźć papiery  zauroczyłam się tym miastem. Jest duże, wiele się tam dzieje, ale nie jest przytłaczające. Na prawdę cieszę się, ze będę miała okazję spędzić tam jakąś część mojego życia. Aktualnie zastanawiam się czy wybrać mieszkanie czy akademik i właśnie załatwianiem tych spraw będę zajmować się w najbliższych tygodniach.

W ciągu tych dwóch miesięcy udało mi się przeczytać parę książek, ale chyba jedyną która zapadła mi w pamięć jest biografia Zbigniewa Religi. Polecam szczególnie tym, których takie medyczne tematy interesują. Byłam w szoku czytając jak dawniej wyglądały zabiegi w szpitalach i jakie panowały tam warunki.

Aktualnie zaczęłam wakacje. Skończyłam pracę i teraz mogę z czystym sumieniem oglądać seriale, czytać książki, słuchać muzyki, imprezować i obijać się przez całe dnie. Na razie odwiedzam rodzinkę, ale mam w tym miesiącu w planach parę ciekawych wyjazdów.

Przez to, że ostatni czas żyłam głównie pracą i opracowywaniem planu na najbliższy rok zupełnie zapomniałam o zdrowym odżywianiu. Często także olewałam siłownie i bieganie. Doszło do tego, że w ciągu ostatnich tygodni praktycznie w ogóle nie towarzyszyła mi żadna aktywność fizyczna, naprawdę bardzo odczuwam jej brak, dlatego jak najszybciej muszę wrócić do regularnych treningów. W tym miesiącu nie opłaca mi się kupować karnetu na siłownię, ponieważ praktycznie cały miesiąc spędzę poza domem. Myślę, że w tym miesiącu postawię głównie na przebieżki i jakieś krótkie treningi siłowe z youtuba. Zdecydowałam się także na 10-dniowy detoks.Nigdy nie wierzyłam w cudowne działanie tego typu diet, ale natrafiłam ostatnio na książkę J.J.Smith- Zielona dieta koktajlowa i postanowiłam zobaczyć, jak taki detoks wpłynie na mój organizm. W końcu to tylko 10 dni, a muszę wreszcie zrobić coś dla mojego organizmu.  Mam idealne 10 dni na które nie mam żadnych szczególnych planów, dlatego myślę, że nic nie powinno mi przeszkodzić w trzymaniu się diety. Jak już skończę kurację na pewno przygotuję o tym osobny post. Jestem bardzo ciekawa jak taki detoks na mnie wpłynie.
To chyba tyle. Pora wreszcie zacząć wakacje. :) Pozdrowionka.




środa, 15 czerwca 2016

Życie po maturze

Pierwsze tygodnie najdłuższych wakacji w życiu już za mną, a także pierwszy wakacyjny wyjazd. Udało mi się odpocząć i przemyśleć parę spraw szczególnie tych związanych z moją przyszłością. Powoli uświadamiam sobie, że życie na maturze się nie kończy i że jeśli dalej będzie mi zależało na studiach na kierunku lekarskim mogę ją poprawić. I chyba będę ją poprawiać . :)
Na razie opracowuję plan B na przyszły rok i szukam jakiś innych równie ciekawych kierunków. Powoli zaczyna mi się rodzić w głowie jakiś pomysł. Jak już coś postanowię to może napiszę o tym specjalny post, bo wiem , że wiele osób ma problem i ciężko znaleźć im jakiś interesujący kierunek, dlatego może uda mi się kogoś zainspirować.





Wracając do wyjazdu, jak co roku chciałam spędzić tydzień nad polskim morzem. Od lat nie byłam tam w sezonie, dlatego i w tym roku zdecydowałam się na wcześniejszy wyjazd. Pierwszy raz odwiedziłam Trójmiasto. Nasza kwatera znajdowała się w Gdyni Orłowo. To dosyć spokojna i naprawdę bardzo piękna dzielnica. Działo się tam niewiele. Na szczęście do Sopotu, Gdynii i Gdańska było naprawdę niedaleko, więc jeśli zależało nam na imprezach czy innych atrakcjach wystarczyło wsiąść w kolej SDM i w ciągu niecałych 10 minut znaleźć się w innym miejscu. Ze wszystkich trzech miast najbardziej spodobał mi się Sopot. Jest prześliczny i bardzo klimatyczny. Był także położony najbliżej, więc bywałam tam najczęściej.Gdynia nie za bardzo mnie przekonała, a na zwiedzenie Gdańska zabrakło nam czasu. ;(


 








Udało mi się także załatwić sobie pracę. Nie spodziewałam się, że znalezienie pracy może być takie proste. To  moja pierwsza praca, więc zupełnie nie wiem czego się spodziewać i jak będzie mi szło. Mam nadzieję, że jakoś się w niej odnajdę. Wreszcie mam szansę zarobić jakieś pieniądze.Poza tym mam aż pięć miesięcy wakacji, a strasznie nie lubię się nudzić, dlatego dwa miesiące spędzone w pracy na pewno mi nie zaszkodzą, a mogą przynieść  wiele korzyści.



W ubiegłym miesiącu udało mi się także, zacząć biegać. Po maturach byłam tak zła, że siłownia przestała mi wystarczać. Poza tym chciałam pobyć trochę sama, dlatego bieganie wydawało się być idealnym  rozwiązaniem. Nie spodziewałam się tego, ale sprawia mi przyjemność. Wiadomo, nie jest jeszcze jak siatkówka czy snowboard , ale daje mi trochę radości. :) 
I tak to chyba na tyle jeśli chodzi o moje dotychczasowe wakacje. Aktualnie praktycznie cały dzień pochłania mi praca i jakoś nie umiem ostatnio się zorganizować. Mam nadzieję, że uda  mi się to jakoś ogarnąć, pisać częściej no i jak najlepiej wykorzystać te wakacje. :)

 





poniedziałek, 16 maja 2016

Co dalej...


Stało się. Moja edukacja w szkole średniej dobiegła końca. Szczerze mówiąc zupełnie inaczej, wyobrażałam sobie ostatni dzień matur. Miałam być szczęśliwa i zadowolona z siebie, bo przecież miałam wspaniały plan , który cały rok motywował mnie do nauki, któremu poświęciłam naprawdę wiele i sumiennie realizowałam.  Miałam mieć najpiękniejsze i najdłuższe wakacje w życiu.
Aktualnie sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Wiem, że matura z biologii i chemii poszła mi fatalnie i że nie mam nawet cienia szansy, żeby dostać się na wymarzone studia. Całe moje życiowe plany legły w gruzach. Po maturze z chemii i biologii dwa dni nie mogłam zapanować nad potokiem łez. Zawiodłam się na sobie i przestałam wierzyć w moje możliwości.
I chwilowo naprawdę nie wiem, co robić dalej. Nie wiem, co chcę robić, co studiować i czy w ogóle studiować, czy poprawiać maturę  czy szukać pracy. Nie ustalę niczego dopóki nie dostanę wyników matury. Czeka mnie cały miesiąc życia w niepewności i stresie. 
W tym tygodniu planuje pierwszy wakacyjny wyjazd nad morze, może tam odpocznę i przyjdzie mi do głowy jakiś pomysł, co robić dalej, chociaż przez ten rok.





 
 
 
 
I have run, I have crawled
I have scaled these city walls, these city walls
Only to be with you

But I still haven't found
What I'm looking for

poniedziałek, 15 lutego 2016

Pozytywniej

 
 
Po drobnym, kryzysie i kilku dniach użalania się nad sobą pora wreszcie  wyjść spod kołdry, spiąć dupsko i zabrać się do roboty. Potrzebowałam kilku  takich dni, żeby zebrać myśli i wyładować wszystkie negatywne emocje,  które do tej pory tłumiłam w sobie, a siedziały we mnie już od dawna. Na szczęście udało mi się zażegnać ten kryzys i wreszcie zacząć myśleć trochę pozytywniej.
 
Wraz z rozpoczęciem Wielkiego Postu znalazłam motywację, aby znowu podjąć próbę zmiany nawyków żywieniowych. Na razie nie mam jakiś większych  planów. Po prostu postaram się ograniczyć cukier. Nie chce od razu robić wielkiej rewolucji, bo to u mnie nie skutkuje. Chyba w tym przypadku sprawdzi się u mnie zasada małych kroków.
 
Już prawie zagoiły mi się wszystkie siniaki po moich snowboardowych przygodach. Gdybym mogła spakowałabym się i ponownie pojechała w góry.Jednak brak czasu i pieniędzy chyba mi na to nie pozwoli. A szkoda, bo mimo tych wszystkich upadków i tych wszystkich łez wylanych w tym  roku przez snowboard nie potrafię się do niego zrazić...za bardzo to kocham.
 
Do matury chyba tez udało mi się nabrać pewnego dystansu. Oczywiście dalej będę się uczyć i zrobię wszystko żeby zdać ją jak najlepiej. Ale jak się nie uda, to trudno. Przecież  na tym świat się nie kończy. Poza tym zawsze mogę ją poprawić. :)
 
 
 
 
 
 
 
 
 
It's time to begin, isn't it?
I get a little bit
bigger but then I'll admit
I'm just the same as I was
Now don't you understand
That I'm never changing who I am
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



środa, 10 lutego 2016

zrezygnować ?


Wytłumaczy mi ktoś dlaczego ?
Dlaczego zawszę nawalam w sytuacjach na których tak cholernie mi zależy ?
Dlaczego mi nie wychodzi, kiedy  staram się i poświęcam naprawdę wiele ?

Od samego początku września przygotowuje się do matury, poświęcając na to większość mojego czasu. Zamiast poczytać książkę albo obejrzeć jakiś serial siedzę nad zadaniami albo podręcznikami maturalnymi. I po co skoro już drugą maturę próbną z biologii piszę na jakieś marne 40 %.

Żeby odpocząć trochę od tego wszystkiego wyjechałam w góry, gdzie miałam zregenerować siły i oczywiście rozwijać jedną z moich pasji. Zdecydowałam się spróbować moich sił na kursie SITS III. Okej, zaczynając te kursy moim celem nie było zostanie instruktorem i zdanie ich, ale rozwijanie się w tym, co robić kocham. Jednak apetyt rośnie w miarę jedzenia. W tym roku planowałam  zrobić trzecią klasę sprawności, a w przyszłym zostać instruktorem snowboardu. Od pierwszego dnia wiedziałam, że będzie ciężko, bo górale którzy też uczestniczyli w kursie jeździli bardzo dobrze, znacznie lepiej niż ja.
Całe dnie spędzałam na stoku i ćwiczyłam te wszystkie skręty, triki i tym podobne rzeczy. Wracałam do domku i jedyne o czym marzyłam to pójście spać. W życiu jeszcze nie czułam większego zmęczenia fizycznego, mimo to wstawałam co rano i szłam poćwiczyć na stok, a po południu  na zajęcia SITS. Ostatniego dnia zaliczaliśmy jeszcze freestyle, zawsze chciałam nauczyć się freestylu i tych wszystkich skoków. Zaliczyłam 1000 gleb i mam mnóstwo siniaków, a mimo to za cholerę  nie chciała wyjść mi 180 na skoczni. Przy ostatniej próbie udało mi się rozwalić wargę oraz nos. Właśnie wtedy wszyscy zgodnie stwierdzili, że już na dzisiaj wystarczy. Po czym udaliśmy się do karczmy, gdzie mój instruktor oznajmił mi, że mam talent do tego sportu, że jestem  niesamowicie twardą osobą,  ale żeby uzyskać III klasę jeszcze trochę mi brakuje. I to był cios, bo wiedziałam, że nawet jakbym bardzo chciała w tym sezonie już nie dam rady skończyć tego kursu, bo pora wracać do domu i kontynuować moje przygotowania do matury, wiedziałam, że nie spełniłam mojego celu na ten rok, że moje ciało nigdy nie było bardziej zmęczone, że boli mnie cała twarz, i że jestem tak bardzo beznadziejna w rzeczach, które kocham robić i  na których mi zależy. Dawno nie czułam się tak fatalnie i nie przestałam aż tak bardzo wierzyć w moje możliwości.

Dlaczego ilekroć na czymś mi zależy to zazwyczaj mi nie wychodzi.? Za mało się staram ? A może za bardzo się staram ?  I może powinnam dać sobie z tym wszystkim spokój, ale nie potrafię zrezygnować z rzeczy które robić kocham. Ostatnie dni spędziłam walcząć ze łzami w oczach. Jedyne na co miałam ochotę to pieprzyć to wszystko, zakopać się w mojej pościeli i już nigdy więcej stamtąd nie wychodzić, i zostać tam  do jutra. Bo jutro wstanę, zacisnę zęby i podejmę kolejną walkę o marzenia.  
 



Yeah, I know nobody knows
Where it comes and where it goes
I know it's everybody's sin
You got to lose to know how to win