środa, 25 marca 2015

Odchudzanie - początek

   Nigdy nie byłam szczupła , bywały lepsze i gorsze okresy w moim życiu, ale zawsze byłam "przy kości". W podstawówce w klasach 1-3 miałam nadwagę. W 4 klasie  pokochałam sport. Zaczęłam grać w siatkówkę, dwa ognie, ręczną. Prawie codziennie biegałam na sks-y. Wtedy udało mi się pozbyć zbędnych kilogramów.
Mimo tego, że w gimnazjum byłam w klasie siatkarskiej i miałam jakoś 2 treningi dziennie moja waga wzrosła. Nie miałam większych problemów z wagą, ale byłam dosyć "przy sobie". Całe gimnazjum moja waga stała w miejscu.
W I liceum nie miałam możliwości trenowania codziennie. Nasz klub miał treningi jakoś 3 razy w tygodniu. Zeszły mi mięśnie, więc wygląd mojego ciała znacznie się pogorszył.  Początek II liceum  nie był za dobrym okresem w moim życiu. Nie potrafiłam się skoncentrować, zajadałam stres różnymi słodyczami i mimo, że chodziłam na treningi i rozpoczęłam przygodę z siłownią waga trochę wzrosła.
W drugim półroczu odżyłam, wszystko dzięki kursowi snowboardowemu na  II klasę sprawności SITS. Dzięki niemu moja waga nieco zmalała. Niestety, po powrocie do mojego miasta znowu zaczęłam jeść słodycze. W końcu uświadomiłam sobie, że tak dalej być nie może i że pora zawalczyć o wymarzoną sylwetkę. Bo przecież, jeśli się czegoś chcę to nie ma co szukać wymówek, trzeba wziąć się do pracy.
 
 
 

Początek

Postanowiłam, że zaczynam od środy popielcowej. 18.03 przestałam jeść słodycze, bo to chyba mój największy problem(uwielbiam je). Ustaliłam, że muszę mieć jakiś dzień "open" w którym będę mogła pozwolić sobie na batonika, żelki , ciastka itp. ;p Wybrałam niedzielę. Pierwsze 2 tygodnie były okropne. Wracałam do domu ze szkoły i prowadziłam ze sobą walkę. Ledwo udawało mi się powstrzymać od zjedzenia czegoś słodkiego. Teraz jest okay, przyzwyczaiłam się , że na "pyszności" mogę pozwolić sobie tylko w niedzielę.





Moja dieta

Postanowiłam, że wszystkie zmiany będę wprowadzać stopniowo. Doskonale wiem, że na srogiej diecie nie wytrzymam nawet tygodnia. To postanowienia, które wprowadziłam w życie :
  • Nie jem słodyczy. Żadnych ciast, batoników, drożdżówek , ciastek, żelek i tym podobnych. Na słodycze pozwalam sobie tylko w niedzielę.
  • Zaczęłam pić zieloną herbatę ( o jej właściwościach napisze w osobnym poście)
  • Nie piję słodkich napojów
  • Staram się codziennie ruszać ( zajęcia na siłowni uwielbiam, sks-y też, ale w dni wolne pójście na strych na orbitrek jest sporym wyzwaniem)
  • Staram się pić więcej wody
 Do Wielkanocy raczej nie będę nic zmieniać, ale po świętach wprowadzę kilka nowych zasad.


Aktualne wymiary

Na początku ważyłam 69 kg. Dzisiaj rano moja waga wynosiła 67 kg. Jest postęp. Dopiero dzisiaj odważyłam się zrobić sobie zdjęcia w stroju kąpielowym. Strasznie wstydzę się je tu wrzucić, ale cóż muszę się przełamać. Będą dodatkową motywacją.


 

brzuch (pępek) -83 cm   talia - 75 cm  udo- 59 cm biodra - 101 cm

Dobra, koniec na dziś. ;)

Odchudzanie to jedyna gra, w której wygrywa ten kto traci.!