piątek, 31 lipca 2015

Koncert AC\DC ! wakacje#2

W sobotę udało mi się spełnić jeden z celów z mojej the bucket list, a mianowicie byłam w Warszawie na koncercie AC\DC. To jeden z moich ulubionych zespołów i od zawsze marzyłam o wybraniu się na koncert. Muzyka  ta towarzyszy mi odkąd pamiętam. Jak byłam młodsza, tato zawsze włączał płyty w samochodzie przez co pokochałam ten zespół.
Pewnie już pisałam, że uwielbiam sport i w gimnazjum byłam w klasie siatkarskiej. Przed każdymi zawodami, do ostatnich minut przed rozgrzewką siedziałam ze słuchawkami na uszach i wsłuchiwałam się w muzykę AC\DC, która daje niesamowitego kopa do działania.
O koncercie dowiedziałam się przez przypadek. Dzień przed sprzedażą  biletów przeczytałam,że mają zagrać 25.07 w Warszawie. Z kupnem biletu nie wahałam się ani chwili, w końcu marzenia są po to, żeby je spełniać. 



 

1.Przygotowania 

Nigdy nie byłam na takim koncercie, więc niespecjalnie wiedziałam co warto ze sobą zabrać, no i przede wszystkim w co się ubrać. Przetrząsnęłam cały internet w poszukiwaniu idealnej koszulki, ale nie mogłam znaleźć żadnej, która by mi się podobała w jakiejś rozsądnej cenie.
Postanowiłam zrobić koszulkę sama. Ryzyko, że nic z tego nie wyjdzie było naprawdę duże, bo nie mam żadnych zdolności artystycznych. ;\
Na wyprzedażach kupiłam czarny top i w necie zamówiłam białą farbkę do malowania po tkaninach. 
Malowanie napisu zajęło mi prawie cały dzień. Nie sądziłam, że będzie z tym aż tyle roboty. Jednak było warto, bo jak na moje umiejętności koszulka wyszła całkiem fajnie :p 





2.Koncert 

 W drodze na stadion dopadła nas burza z piorunami. Można powiedzieć, że taka pogoda była wprost idealna na koncert takiego zespołu.
Pierwszy raz byłam na Stadionie Narodowym i naprawdę robi wrażenie. 
 Support przed AC\DC grała  grupa Vintage Trouble. Nie znałam wcześniej tego zespołu, ale jest bardzo dobry. Szczególnie urzekł mnie wokalista, kiedy rzucił się w tłum. Zawsze chciałam zobaczyć coś takiego na żywo. ;p  
Wreszcie przyszedł czas na AC\DC. Mimo, że miałam miejsce siedzące już pierwsze dźwięki ROCK OR BUST poderwały mnie z krzesła. Niesamowite uczucie....być na koncercie zespołu, który uwielbiam .
Jedyne do czego można byłoby się doczepić to akustyka, która była tragiczna. Praktycznie nie było słychać vocalu. Koncert przypominał trochę jeden wielki łomot.  Ale za to oprawa naprawdę robiła wielkie wrażenie.  Wybuchy armat, dzwony, fajerwerki..no i Angus Young, który na scenie dawał z siebie wszystko. Jego wyczyny na gitarze oglądałam z ogromną fascynacją.  
 Emocje na takim koncercie są nie do opisania. Tyłek sam podnosi się z krzesła, nogi skaczą, a gardło drze się w niebogłosy, szczególnie przy tych ulubionych piosenkach. Mam nadzieje, że jeszcze kiedyś uda mi się wybrać na koncert tej grupy. Powtórzyłabym to z wielką przyjemnością. :)


Jeszcze przed koncertem





 
i w trakcie. ;)