sobota, 8 sierpnia 2015

Włochy ;) wakacje #3

Po długich przygotowaniach i dwóch oblanych wcześniej egzaminach nareszcie udało mi się zdać egzamin praktyczny na prawo jazdy. Jak to mówią "do trzech razy sztuka". Miałam dużo szczęścia, bo trafił mi się bardzo fajny egzaminator. Gdyby teraz nie udało mi się zdać to chyba bym odpuściła, a może i nie...znając siebie raczej próbowałabym do skutku. ;p Tylko szkoda tych 140 zł wydawanych za każdym razem. Trochę bałam się tego podejścia, ponieważ dawno nie jeździłam samochodem, a prowadzenie Reno Clio nie jest moją mocną stroną.
Wreszcie mogę powiedzieć, ze mam wakacje. Już nie muszę się niczym stresować. Czuję wielka ulgę i nareszcie mam to za sobą.
Ostatnie dwa tygodnie spędziłam w słonecznej Italii, zaraz po powrocie jechałam na koncert AC\DC. Więc trochę się działo. ;)

 

Jak co roku wybraliśmy się z rodzinką do Włoch. Zastanawiałam się czy czasem nie jestem już za stara na takie rodzinne wyjazdy, ale ostatecznie nie żałuję, że pojechałam . Morze, plaża , baseny, sport...cóż więcej potrzeba do szczęścia.
Wakacje spędziłam bardzo aktywnie. Pojechaliśmy na ten sam camping co rok temu, więc bardzo szybko udało mi się wczuć w campingowe życie. Dzień zaczynałam od biegania po plaży. Biegałam codziennie i udało mi się zwiększyć mój dystans prawie dwukrotnie, dotychczas biegałam 2 kilometry, a w ostatnie dni wakacyjnego wyjazdu doszłam do prawie 4 km. Wiem , że to nie jest jakoś szczególnie dużo, ale jestem z siebie bardzo zadowolona. Po zakończonym biegu zawsze robiłam sobie krótki stretching na molo. Poranne bieganie daje tyle energii na cały dzień no i oczywiście ta ogromna satysfakcja po powrocie do campingu na śniadanie. ;)
Zaraz po bieganiu szłam na jogę. Miałam mieszane uczucia co do tych zajęć, ponieważ gdy wybrałam się na nie pierwszy raz na mojej siłowni nie podobało mi się. Wydawało mi się, że takie zajęcia nie są dla mnie. Jednak joga w ogrodzie na campingu to zupełnie inna sprawa. Z zajęć zawsze wracałam bardzo wyciszona i zrelaksowana. Potem jeśli zdążyłam szłam jeszcze na aqua zumbe albo na plażę.
Po południu wybierałam się na zajęcia z siatkówki plażowej. To była dobra okazja do poćwiczenia angielskiego. Z mówieniem po angielsku mam ogromny problem. Nie umiem przełamać mojej bariery językowej. Zawsze za długo zastanawiam się nad doborem odpowiednich słow i czasu, żeby wszystko wyszło idealnie. W konsekwencji zazwyczaj nie mówię nic. Jednak na boisku byłam zmuszona do użycia angielskiego. Nie jechałam ze znajomymi, a Polaków na takich zajęciach jest bardzo mało, wiec musiałam grać w drużynie z osobami z innych krajów. Wiadomo, że na boisku jakoś komunikować się trzeba. :) Przy okazji nauczyłam się paru siatkarskich słówek.



 




 












Byliśmy w miejscowości Ca'Savio bardzo niedaleko Wenecji. Oczywiście, wypadało wybrać się na chociaż krótkie zwiedzanie. Pojechaliśmy trochę spontanicznie i nie za bardzo wiedzieliśmy co warto odwiedzić. Szczerze mówiąc nie przepadam za chodzeniem po muzeach i kościołach. Było też strasznie gorąco, więc nikt nie miał ochoty na wielkie zwiedzanie.
Odwiedziliśmy plac św. Marka, czyli miejsce które jest celem większości turystów.  Do każdego z zabytków mieszczących się na placu były ogromne kolejki. My zdecydowaliśmy się wjechać na Dzwonnice św.Marka. Było warto, bo widoki są niesamowite.














Wenecja jest naprawdę piękna. Te wszystkie mosty, kanały, uliczki...warto się tam wybrać i po prostu po niej pospacerować. ;)






Cieszę się, że zdecydowałam się na ten wyjazd, bo wreszcie udało mi się porządnie wypocząć.
Mam masę energii na cały sierpień, a planów na ten miesiąc mam całkiem sporo.  ;)