poniedziałek, 5 września 2016

Odczucia po detoksie, Męskie Granie i słoneczna Italia

Siemka. :)

Planowałam regularne blogowanie w sierpniu, ale działo się tak dużo, że zupełnie o tym zapomniałam i mimo tego, że dla niektórych wakacje się skończyły to ja mam jeszcze calutki miesiąc i zamierzam go wykorzystać. Cały sierpień żyłam na walizkach, praktycznie nie byłam w domku i mimo, ze czasem marzyłam żeby zakopać się w moim łóżeczku i nie wychodzić to takie ciągłe zmienianie otoczenia bardzo mi się podobało. Uwielbiam jak tyle się dzieję, wtedy naprawdę czuję, ze mam jeszcze całe mnóstwo pięknych miejsc do zobaczenia i tysiące marzeń do spełnienia,że mogę zrobić wszystko, co tylko sobie zaplanuje.





DETOKS

W ostatnim poście pisałam, że w sierpniu zdecydowałam się na 10-dniowy detoks, dlatego zanim przejdę do opisania innych  ciekawszych wydarzeń chciałam napisać parę słów o moich odczuciach po detoksie.
O detoksie miał powstać cały post, ale  nie mam aż  tylu spostrzeżeń. Zdecydowałam się przeprowadzić detoks z książki J.J.Smith- Zielona dieta koktajlowa . Zawsze podchodziłam nieufnie do takich diet , ale skoro i tak miałam luźne 10 dni postanowiłam spróbować. Wiedziałam, że nie mam nic do stracenia, a przeprowadzając detoks mogę wiele zyskać. Pierwsze dwa dni detoksu były tragedią. Przed detoksem piłam kawę dwa razy dziennie i pożerałam tonę niekoniecznie zdrowego  jedzenia, a tu nagle przyszło mi żyć na samych koktajlach, warzywkach i owockach. Było mi strasznie niedobrze, byłam senna i miałam ochotę rzucić się na jedzenie. Zastanawiałam się nad sensem tego wszystkiego, jednak postanowiłam dać detoksowi jeszcze kilka dni. Od trzeciego dnia zauważyłam znaczną poprawę. Zaczęłam czuć się naprawdę dobrze. Po skończeniu detoksu moja waga była mniejsza o cały 1 kilogram. :P Ale cóż, pozbywanie się zbędnych kilogramów nie jest moją mocną stroną. Jakoś tydzień po detoksie zauważyłam znaczna poprawę mojej cery. Z twarzy całej pokrytej trądzikiem  zostało mi zaledwie parę chrostek. Podsumowujac, mimo tego, że nie udało mi się utracić zbędnych kilogramow jestem zadowolona i myślę, że warto zrobić sobie taki detoks raz lub dwa razy w roku.


MĘSKIE GRANIE

Zaraz po powrocie od babcii zaczęłam pakowanie do Włoch. Jeszcze przed samym wyjazdem miałam znaleźć się na jednym z koncertów Męskie Granie, który odbywał się w Krakowie. Od wielu lat chciałam jechać na takie wydarzenie, jednak zawsze czegoś mi brakowało. Na początku byłam za młoda, potem brakowało mi pieniędzy na taki wyjazd no i towarzyszy. W tym roku znalazły się ku temu sprzyjające warunki i wraz z kilkoma znajomymi postanowiliśmy jechać na Męskie Granie. Mieliśmy wielki problem z dotarciem na stadion, gdzie odbywał się koncert. Krążyliśmy po parku szukając wejścia na imprezę, a z oddali dochodziły już piosenki pierwszego koncertu Domowych Melodii. Przyszliśmy mniej więcej w połowie występu. Domowe melodie to zespół na którego koncertach bywają moja mama i siostra, dlatego także chciałam wybrać się na koncert i zobaczyć czy faktycznie jest jak mówią. Miały rację koncert był bardzo dobry.  Dawno nie widziałam ludzi tak bawiących się muzyką jak członkowie tego zespołu.

 
 
 
 
 Następnie na scenie pojawiały się takie zespoły jak L.U.C i Jan Feat.REBEL BABEL ENSEMBLE,  Rebeka, Włodi, HV/NOON, DJ KRIME i DJ Eprom oraz Brodka. Impreza rozkręcała się z koncertu na koncert. W końcu nadszedł czas na koncert dla którego zdecydowałam się wybrać na Męskie Granie. Na scenie pojawił się Organek. <3 Formacja ta zdecydowanie trafia w moje klimaty muzyczne, a płytę Organek zapętlam od początku wakacji do dnia dzisiejszego. :)  Nie zawiodłam się, koncert był genialny a sam Tomek jest świetnym artystą ( i do tego jaki przystojny :P ), po koncercie jeszcze bardziej zakochałam się w formacji Organek.
 
 
 
Potem był jeszcze koncert OSTR i mimo, że nie jestem fanką tego typu muzyki to bardzo dobrze się bawiłam. Na sam koniec wystąpiła Orkiestra Męskie Granie. Po raz kolejny miałam okazje widzieć na żywo Dawida Podsiadło, który także znajduje się na liście moich ulubionych polskich wokalistów. Ten koncert przebił  wszystko inne, bardzo chciałabym napisać coś więcej, ale nie jestem w stanie opisać emocji jakie towarzyszyły mi podczas koncertu Orkiestry.  Trzeba po prostu wybrać się na Męskie Granie i samemu przekonać się o zajebistości tego wydarzenia. Mogę jeszcze powiedzieć, że skacząc na koncertach spaliłam ilość kalorii większą niż na jakimkolwiek treningu , a głosu nie mogłam odzyskać przez cały tydzień.  Zdecydowanie nie żałuję stówki, która wydałam na ten koncert, bo zabawa i wspomnienia, które mam z tym wydarzeniem sa bezcenne.
 
„I mocniej znów chce się żyć!”.
 
 

WŁOCHY

Zaraz po zakończeniu koncertu wsiadłam do autobusu i ruszyłam do Gliwic, gdzie miałam wsiąść do samochodu i wyruszyć wraz z rodzinką do Włoch. Jestem już takim staruchem, a wciąż jeszcze jeżdżę na wakacje z rodzicami. Od lat jeździmy na kempingi, a to miejsce, gdzie każdy niezależnie od wieku znajdzie cos dla siebie. Wyjazd do Włoch co roku bardziej przypomina obóz sportowy niż wypoczynek. Chociaż ja i tak preferuję aktywną formę spędzania wolnego czasu.
 Każdy dzień zaczyna się od biegania po plaży i mimo, ze w moim mieście bieganie nie sprawia mi szczególnej radości to we Włoszech po prostu to uwielbiam.
 

 
Codziennie po południu uczestniczyłam w organizowanych turniejach siatkówki. Uczestnictwo w tego typu imprezach to świetna okazja, żeby poznać ludzi z innych państw oraz podszlifować angielski. Na wyjeździe grałam w siatkówkę pierwszy raz od 5 miesięcy. Kończąc rozgrywki w Licealiadzie zakończyłam moją licealną przygodę z siatkówką. Od tego czasu zdążyło upłynąć 5 miesięcy, a ja ani razu nie miałam piłki w rękach. Nawet nie zdawałam sobie sporawy jak bardzo za tym tęsknie i jak bardzo w życiu tego potrzebuję. Musze wykombinować na studiach jakąś seskcję w której będę mogła pograc w siatkę, bo to kocham i nie chciałabym rezygnować z pasji, która towarzyszy mi od czasów podstawówki. Na turniejach siatki bywałam codziennie.
W tym roku nie było czasu na jakieś szczególne zwiedzanie. Odwiedziliśmy tylko znajdujące się blisko naszego kempingu Caorle. Miasteczko mimo tego, że małe i niezbyt popularne urzekło mnie. Takie typowie śródziemnomorskie miasteczko, tylko, że bez tłumów ludzi. Nie musiałam potykać się o innych i przeciskać przez tłumy turystów. Wyjazd do Włoch przypomniał mi jak bardzo lubię sport i jak zajebiście czuję się, gdy prowadzę aktywny tryb życia.



 
 
 
 
 
 Zaraz po powrocie z Włoch przepakowałam walizkę i ruszyłam do Torunia, a zaraz potem do Warszawy, ale te wycieczki opisze w kolejnym poście, bo ten jest już zdecydowanie za długi.
Pozdrowionka :)